Quinn: stan stanął w obliczu kryzysu
Jak to zrobić, żeby jednocześnie zwiększyć i zmniejszyć podatki? Jak to zrobić, żeby pieniędzy było więcej, a jednocześnie żeby ludzie nie chcieli mnie zlinczować. Takie dylematy zapewne targały gubernatorem Patem Quinnem, kiedy konstruował kryzysowy budżet Illinois.
Gigantyczny deficyt budżetowy, dziś już opiewający na 11,5 mld dolarów zmusza do radykalnych posunięć. I bez szukania pieniędzy w naszych kieszeniach się nie obejdzie. Zresztą mieszkańcy naszego stanu złudzeń chyba nie mieli, bo spodziewali się podwyżek wszystkiego od dawna, w końcu pogłoski pojawiały się już od kilku miesięcy.
Gubernator Pat Quinn przedstawił w Springfield swoją propozycję przyszłorocznego budżetu. Zrobił to o miesiąc później, niż zwykle, na co zgodził się stanowy Kongres. Wszystko dlatego, że gubernatorem został całkiem niedawno, więc nie miał czasu przygotować projektu. A poprzedni gubernator miał czym innym głowę zajętą. Rozpoczynając swoje wystąpienie zdobył się na żart: "Mam nadzieję, że będziecie klaskać także wtedy, gdy skończę mówić".
Później było już mniej wesoło. "Stan stanął w obliczu kryzysu" - rozpoczął gubernator. Za zaistniałą sytuację obwinił obie strony, i Demokratów, i Republikanów, twierdząc, że następujące po sobie administracje przez 25 lat pozwalały na życie na kredyt. "W rezultacie mamy do czynienia z karygodną górą niezapłaconych rachunków. Illinois ma moralny obowiązek uwolnić się od tego destrukcyjnego deficytu" - grzmiał.
Najwcześniej zapowiadana podwyżka podatku dochodowego od osób indywidualnych będzie jednocześnie najboleśniejsza. Przedstawił ją jako reformę podatków: tu podwyżka, tam obniżka, do tego likwidacja luk podatkowych. Wytknął tu poprzedniemu gubernatorowi, że nie zdobył się na popracowanie nad tymi zmianami.
Gubernator w ramach owej reformy oficjalnie potwierdził, że jego plan przewiduje bolesny wzrost podatku dochodowego - aż o 50%, czyli z 3% do 4,5%. Oświadczył, że będzie ona dotyczyć tylko tych rodzin, których roczny dochód przewyższa 56 tys. dolarów.
Aby nieco złagodzić skutki tej podwyżki, gubernator planuje podnieść sumę wolną od podatku z 2 do 6 tys. "Coś jest bowiem nie w porządku, jeśli z większych ulg mogą korzystać hodowcy rasowych koni, niż rodziny, które wychowują dzieci" - powiedział.
A poza tym dalsze podwyżki. Od papierosów (o dolara na paczce), poprzez prawo jazdy (z 10 do 20 dolarów), rejestrację samochodu (o 20 dolarów), aż po podatek korporacyjny (z 4,8 do 5,9%).
O tym, czy pomysły gubernatora wejdą w życie, zdecyduje stanowy Kongres. Mieszkańcom stanu zapewne nie spodobają się, bo cały ciężar załatania dziury budżetowej spoczął na nich. Ale oczekuje się, że ustawodawcy zaproponowane zmiany zaakceptują.
Tymczasem były gubernator Rod Blagojevich oglądał wystąpienie swego byłego zastępcy z dziką satysfakcją. Nareszcie może powiedzieć: A nie mówiłem!!! Dzień wcześniej gościł w programie radiowym WLS "Don and Roma Show". Potwierdził wcześniejsze swoje stanowisko, że został bezprawnie usunięty z urzędu w wyniku spisku, który miał na celu podniesienie podatków. Na takie rozwiązanie on nigdy zgody by nie dał, więc trzeba było sie go pozbyć. Już dawno zapowiadał, że tak będzie, ale nikt go nie chciał słuchać.
auta
paczki
sms
kwiaty
e-kartki



Komentarze ( 3 dodane ):
Dodaj komentarz