Fakty Chicago - Portal Informacyjny Chicago | Informacje USA | Polish News | Media | Wiadomosci Polonia: "Oszust z Dziennika Związkowego" ================================================================================ cmsadmin on 06.24.2009 Szanowna Redakcjo, Do napisania do Was skłonila mnie "przygoda" jakiej stałam się kilka dni świadkiem. Choć "ofiara" to chyba bardziej adekwatne słowo. Jako osoba poszukująca od jakiegoś czasu pracy na pełen etat, piątkowe przedpołudnia poświęcam na przeglądanie "Dziennika Związkowego", który drukuje właśnie takie oferty. Nie da się nie zauważyć, jak wiele jest osób ogłaszających się, jako poszukujący jej. Piszę o tym dlatego, że zdaję sobie doskonale sprawę z trudności, jakie są w dobie obecnego kryzysu i jak wiele osób, chcących się utrzymać, będących niejednokrotnie już zdeterminowanych, łapie każdą ofertę, trzymając się kurczowo nadziei, że może tym razem los się uśmiechnie. Podobnie stało się ze mną. Mając przed sobą kolejne, nowe wydanie "Dziennika" z wypiekami na twarzy zaczęłam czytać ogłoszenia. Jeden, drugi, piąty i kolejny telefon... Wielu z Was to zna, prawda? Albo słyszymy, że już nieaktualne, albo, że miejsce pracy zbyt daleko i dojazdy pochłonęłyby godziny i galony paliwa. Nagrywamy się, zostawiamy wiadomości o swojej gotowości, ale telefony najczęściej nie oddzwaniają. I co? I jest!!! Ktoś odbiera. Mieliśmy szczęście, czujemy już jakbyśmy Pana Boga za nogi złapali. Wszystko brzmi wiarygodnie, a my zostajemy zaproszeni na rozmowę. Emocje sięgają zenitu. $130 dniówki, praca 6 dni w tygodniu, lekka, bo polegająca bardziej na dotrzymaniu towarzystwa niepełnosprawnej osobie, rzekomemu weteranowi z Iraku. Nadal jestem prawie w euforii, nie ma chyba nic, co kazałoby mi użyć resztki zdrowego rozsądku. Zawiodło życiowe doświadczenie, dojrzałość kobiety. Może po prostu to nadmierna ufność w uczciwość ludzką i przestrzeganie moralnych praw? Pan, który zamieścił ogłoszenie, to mężczyzna między 50. a 60. rokiem życia, może nie nadzwyczaj wysokiego intelektu (proszę mi wybaczyć), ale aktorem był całkiem przyzwoitym. Wysłuchałam z autentycznym współczuciem, że po blisko 10 latach pobytu w Stanach, a blisko półtorarocznej pracy z Chrisem (ów weteran) zamierza on wrócić do Polski. Jednocześnie dowiedziałam się, że chętnych na tę pracę jest tak wielu, że na spotkanie z głównym zainteresowanym trzeba więcej czasu. Spokojnie więc przeczekałam tydzień, po czym dostałam wiadomość, że możemy się już w trójkę spotkać. Pan "teatralny" nie omieszkał wspomnieć mimochodem, żebym pamiętała, na jakich warunkach "ODSTĘPUJE" mi ową pracę. Cóż, prawa dżungli są takie, a nie inne - byłam przygotowana na zapłacenie tygodniówki w wysokości $910... Nadeszła sobota. Jadąc starałam się zapamiętać dokładnie drogę, by w razie czego móc bezproblemowo dojeżdżać. Okazało się, że droga zajęła mi mniej czasu, niż myślałam. W Elk Grove Village byłam kwadrans przed czasem. Pan z ogłoszenia sprawił zupełnie niezłe wrażenie, jak już wspomniałam. Spotkaliśmy się w Burger Kingu, tuż obok adresu, pod którym miałam się zgłosić. Była to okolica skrzyżowania Elmhurst Rd i Higgins Rd., na przeciwko Burger Kinga jest szary, dwukondygnacyjny budynek, ze sporym parkingiem. Oferuja tam tzw. Weekly Specials - apartamenty do wynajecia za 219 $ tygodniowo. Faktycznie na miejscu byliśmy po minucie. Weszliśmy do środka. W niewielkim apartamencie z łazienką i wnęką kuchenną, siedział mężczyzna. Przed sobą miał tzw. balkonik, co sprawiało wrażenie, że ma kłopoty z chodzeniem. To z pewnością był Amerykanin. Twierdzę tak, bo oni mówią jednak inaczej, niż my, Polacy, czy inni cudzoziemcy. Zaczął ze mną rozmawiać. Spytał, czy kiedykolwiek wcześniej wykonywałam podobną pracę, czy odpowiada mi 6 dni w tygodniu od około 8, 8.30 do 6 pm. Oprócz śniadań, nie miałam przygotowywać innych posiłków. Podobno miały być dostarczane. W zakresie obowiązków nawet nie było sprzątania, bo ponoć raz w tygodniu przychodziła "cleaning lady". Mieliśmy razem spędzać czas, robić wspólnie zakupy, odwiedzać regularnie lekarza. Nawet mój samochód nie był niezbędne w ciągu dnia, ponieważ weteran korzystał z usług kierowcy, który prowadził jego wózek inwalidzki. Na koniec rozmowy zadałam pytanie, czy nie ma dla niego znaczenia fakt, że jestem kobietą, bo przez dłuższy czas, opiekował się nim mężczyzna, usłyszałam: "Nie, nie ma, będę za nim tęsknił, ale ok." Spytał, czy potrzebuję tej pracy. Starałam się odpowiedzieć jak najbardziej lakonicznie "tak", by nie do końca poczuł, jak BARDZO jej potrzebowałam. Przy pożegnaniu usłyszałam: "Do zobaczenia w poniedziałek o 8 rano." Cała w emocjach i niemal euforii, opuściłam apartament. Rzekomy opiekun miał mi pokazać, gdzie jest pralnia, office i takie tam. Wyszliśmy, a on mówi: "No to masz ten job, więc teraz nasza umowa." Wiedziałam, że muszę zapłacić. Miało być $910, a ja miałam tylko 600. Wiedziałam o tym, zagrałam va bank, mówiąc: "Mam tylko 600 - to wszystko, co mam. Resztę mogę zapłacić po wypłacie pierwszej tygodniówki. Jeśli mi nie ufasz, powiedz o tym Chrisowi, żeby nie wypłacił mi wszystkiego, tylko tobie oddał. Wtedy usłyszałam, że on nie chciałby mówić Chrisowi, że sprzedaje tę pracę, choć sam ją podobno kupił z agencji. Powiedział: "Ok, zaufam Ci." Nawet pomyślałam, że nie najgorzej jest na tym świecie, ludzie jeszcze sobie ufają. Byłam chyba po prostu szczęśliwa, uwierzyłam, że los się do mnie uśmiechnął, a życie przytuliło. To właśnie na to ogłoszenie w Dzienniku Związkowym odpowiedziała Pani Katarzyna Zawadzka Nie spałam prawie z emocji całą noc z niedzieli na poniedziałek. Byłam punktualnie. W niedzielę odebrałam jeszcze telefon od rzekomego opiekuna, czy na pewno będę. Chciał uśpić moją czujność. Nie miałam podstaw podejrzewać czegokolwiek??? Parę minut po ósmej, kiedy nikt po mnie nie wyszedł (wejście do budynku było na kartę), wykręciłam numer pana Janusza - "opiekuna". "Numer poza serwisem" - usłyszałam. I to był moment, w którym naszła mnie pierwsza myśl o oszustwie. Nie chciałam wierzyć, starałam się jakoś zebrać myśli, powstrzymać łzy i zrobić cokolwiek. Pomyślałam, że jeśli nawet "opiekun" zniknął, to w tym domu, w swoim pokoju, czeka na mnie człowiek, który potrzebuje mojej pomocy. Nie miałam do niego nawet numeru telefonu. Wiem - to naiwne, ale miałam przecież numer ogłoszeniodawcy. Jakimś cudem dostałam się do środka. Pokój Chrisa był zamknięty na cztery spusty. NIKT NIC nie wiedział. Pukałam, pytałam ludzi, czy go znają. Wszystko na nic. Po około 30 minutach błąkania się bezradnie po budynku, spotkał mnie dozorca i zagroził, że jeśli zaraz nie wyjdę, to wezwie policję. Wyszłam, wiedziałam tylko, że wrócę, kiedy otworzą biuro, o 11 am. To były chyba jedne z najdłuższych dwóch godzin w moim życiu. Bezradność i bezsilność, obwinianie się o naiwność. Wszelkie możliwe emocje się we mnie gotowały. Kiedy wróciłam tam o 11, już od wejścia widziałam grupkę ludzi. Wtedy dotarło do mnie, że nie tylko ja padłam ofiarą tych dwóch oszustów. Nie miałam siły stać i z nimi rozmawiać. Było tam około 8 osób, głównie kobiety i jeden mężczyzna. Czekali na przyjazd policji, bo NIKT z office nie chciał udzielać ŻADNYCH informacji. Nie poczekałam do końca, nie mogłam słuchać ujadania kobiet, pytających, kiedy byłam, ile dałam, czy kazali mi kupiż chleb. Odeszłam, by postarać się opanować i przełknąć tę gorzką porażkę. Chyba nawet dziegieć ma bardziej słodki smak. Próbuję się jakoś pozbierać, odbudować w sobie wiarę w ludzi, może nawet determinację na pobyt tutaj, w USA. Mój świat się nie zawalił z powodu straconych pieniędzy, choć ciężko je wcześniej zarobiłam, nieraz łykając słone łzy, kiedy czułam się tak potwornie zmęczona. Opisałam to wszystko, by może ostrzec innych. Nawet jeśli jesteście tutaj od lat i wiecie, że takie rzeczy się zdarzają, może jest jakiś sposób, by się przed tym bronić? Ja chcę wierzyć, że tak. Może należałoby być bardziej pewnym siebie, mieć odwagę, nie kajać się i dziękować za coś, co jeszcze nie jest dane? Nie wiem, co zrobię dalej. Póki co, walczę ze swoimi wyborami i dylematami. Może odważę się raz jeszcze kupić w piątek gazetę i... A może pora spakować walizki i wrócić do domu... Katarzyna Zawadzka