Violetta Villas nie żyje (WIDEO)
Violetta Villas, jedna z największych gwiazd wokalnych w Polsce, nie żyje. Miała 73 lata. Zmarła w poniedziałek wieczorem w Lewinie Kłodzkim.
Violetta Villas, a właściwie Czesława Maria Cieślak, swoją karierę piosenkarki estradowej, ale także śpiewaczki operowej i operetkowej, aktorki, kompozytorki i autorki tekstów rozpoczynała w 1960 r.
Jej niepowtarzalny głos charakteryzowany był jako sopran koloraturowy o rozszerzonej skali, obejmującej 4 oktawy.
Do jej największych przebojów należą utwory "Oczy czarne", "Szczęście", "Pocałunek ognia" oraz "List do Matki".
Violleta Villas związana była z Wietrznym Miastem. W 1987 roku podczas tournee z Teatrem Syrena poznała w Chicago biznesmena polskiego pochodzenia Tadeusza Kowalczyka, właściciela restauracji „Orbit” na Jackowie.
Miała wtedy 49 lat i, choć była wielką i uwielbianą przez publiczność gwiazdą, już dawno straciła nadzieję, że uda się jej znów pokochać kogoś „autentycznie”. Ted od razu oświadczył się Violetcie. – Mama opowiadała mi, że podszedł do niej z bukietem róż, zachowywał się jak dżentelmen, że ją zafascynował – mówił kiedyś syn piosenkarki Krzysztof Gospodarek. - Chciała spróbować u jego boku ułożyć sobie życie na nowo, potrzebowała mężczyzny, by stworzyć sobie normalny dom.
Urzeczona Tedem gwiazda szybko podjęła decyzję o przeprowadzce do Chicago. Rzuciła teatr i pojechała do Ameryki, by dać odpowiedź czekającemu na jej „tak” Kowalczykowi. – On dobrze wiedział, jak mnie uwodzić – wspominała Violetta po latach. – Codziennie dawał mi czerwone róże, przysyłał śniadanie do apartamentu, zapewniał o miłości, na kolanach błagał, żebym za niego wyszła. Zakochałam się...
Violetta przez chwilę czuła się u boku Teda, jak księżniczka. Ich wesele trwało pięć dni, bawiło się na nim 1500 gości i kosztowało 300 tysięcy dolarów. Uczta weselna odbyła się w sali na piętrze nad „Orbitem”, a dokończono ją w należącym w owym czasie również do Kowalczyka ośrodku wczasowym w pobliżu Green Bay w Wisconsin.
Zobacz fragmenty z wesela Violetty Villas i Tadeusza "Ted" Kowalczyka w Chicago:
Wszystko wskazywało na to, że piosenkarka znalazła wreszcie swój raj na ziemi. Była szczęśliwa i czuła się kochana. Sielanka jednak szybko się skończyła. – Był do szaleństwa zazdrosny, śledził mnie, musiałam znajdować się zawsze najdalej metr od niego – mówiła Violetta już po rozwodzie z Kowalczykiem. Na początku myślała, że zazdrość minie, że miłość weźmie nad nią górę. Codziennie się o to modliła. – To były wielogodzinne modły – zwierzał się Ted prasie polonijnej. – Bardzo ją kochałem, ale nie mogłem znieść, że mnie odpycha, że nigdy nie ma ochoty na seks.

Na zdjęciu: Violetta Villas i Tadeusz "Ted" Kowalczyk
Awantury na stałe zagościły w domu Violetty i Teda. Kłócili się o wszystko. O jej miłość do zwierząt, o jej modlitwy. Kowalczyk zmienił jej życie w piekło. Violetta ciągle jednak miała nadzieję, że jej życie z Tedem jakoś się ułoży. Zwątpiła dopiero wtedy, gdy mąż kazał na jej oczach zabić małego bezdomnego kociaka, którego chciała przygarnąć. – W jednej chwili się odkochałam – wspomina. – Co miałam robić? Spakowałam się i wróciłam do Polski.
Ted Kowalczyk nigdy nie darował Violetcie, że go opuściła. Udzielił kilkunastu wywiadów, w których na byłej żonie nie pozostawił suchej nitki. Zmarł nagle w 2006 roku.
auta
paczki
sms
kwiaty
e-kartki



Komentarze ( 18 dodane ):
prostaku zasada o zmarlych nie mowi sie zle lub wcale.
Niech Im ziemia lekka bedzie a legedy niech sie tworza.
nie potrafią opanować własnych słabości. Brak kultury, połączony z karą Boską w postaci kilku thousandow więcej z których nie potrafią zrobić pożytku, nie pomnożą. Nie to co ks.Dzieszko. Ten potrafi!
Jaka jesteś Śmierci?
Wielką ciszą,
czarnym, matowym mrokiem,
chłodnym, miękkim bezmiarem,
błogosławioną niepamięcią...
Więc czemu się ciebie boją?
Rozumiem, młodzi – przed nimi przyszłość, radość, szczęście,
a przynajmniej nadzieja...
Ale starcy? Czego się boją ci, którzy już
Nawet nadziei mieć nie mogą?
Boją się twej ciszy,
Chociaż od dawna są głusi,
Boją się twego mroku,
Chociaż od dawna są ślepi,
Boją się twego bezkresu,
Choć od dawna stracili pojęcie wymiaru,
Boją się niepamięci,
Choć pamięci nie mają od dawna.
A przecież... trzymają się, kurczowo, rozpaczliwie,
Wykrzywionymi palcami, bezzębnymi szczękami – Żałosnych strzępów egzystencji.
Są jak śmierdzące liszaje na pięknej twarzy świata.
Zabierz ich, Śmierci! Zabij!
Daj to, co jedynie dać im możesz:
Ciszę, mrok, nicość i zapomnienie – Skoro młodości wrócić im nie jesteś w stanie,
Błogosławiona Śmierci.
Dodaj komentarz